A: NO DO JASNEJ ANIELKI CZY MOŻE W KOŃCU PRZESTAĆ PADAĆ?!?!?
Wrzasnęłam na całą jaskinie. Wtedy właśnie przestawało padać. Nagle nadstawiłam ucha.
"Mamo! Gdzie jesteś?" usłyszałam cieniutki głosik szczeniaka. Pobiegłam w stronę tego głosu. Po chwili moim oczom ukazał się szczeniak.
Podeszłam do niego.
A: Cześć mały. Jak masz na imię?
S: Soren...
A: Co się stało?
S: Nie wiem gdzie jest moja mama. Jedliśmy sobie obiad, kiedy mama powiedziała że mam uciekać. Zaczęliśmy biec, ja na przedzie. Wtedy wskoczyłem w krzaki, usłyszałem huk i mamy już nie było. Popatrzył na mnie swoimi wielkimi niebieskimi oczami.
A: Twoja mama już nie wróci...
S: Co? Nie!
A: Przykro mi mały... Wtulił się w moją łapę i zaczął płakać.
A: Chodź. Zabiorę cię do domu. Wzięłam go zapłakanego na plecy i poszłam do domu. Podeszłam do Blue Sky.
A: Witaj Blue Sky.
BS: Witaj. Co to za maluch?
A: Znalazłam go w lesie. Jego mama...Czy mógłby z nami zostać?
BS: Tak.
A: Dobrze. Wezmę go do domu. Weszłam do jaskini, wzięłam trochę mchu i zrobiłam mu w kącie wygodne posłanie.
A: No proszę. Zrobiłam ci tu przytulny kącik.
S: Dziękuje... Położył się na mchu i zasnął. Ułożyłam się na swoim posłaniu i również zasnęłam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz