-Od czego zacząć poszukiwanie kwiatu?- myślałam Gdy nagle przypomniałam że rosły na terenach mojej starej watahy. Bardzo nie lubiłam tam przebywać. Ale po 15 dniach drogi dotarłam do tajgi. Miałam nadzieję że znajdę kwiat ale w lesie gdzie rosły został spalony. Nie wiedziałam co robić gdy nagle lód pode mną się zawalił.
<c.d.n>
niedziela, 22 czerwca 2014
sobota, 21 czerwca 2014
Od Valixy C. D. Vincent
-Nie... Yyy... Zaczekaj, proszę. -Co? -Może przejdziesz się ze mną nad wodospad. Chciałam wreszcie poznać choć trochę jego tajemnicy.
>Vincent?<
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Nowe!!!
I jak podoba wam się całkiem nowa wataha??? Shoutbox itp. są na samym dole :)
Jeszcze zapraszam was do mojej nowej sfory!!! :D
http://sforawalecznychpsow.blogspot.com/
Jeszcze zapraszam was do mojej nowej sfory!!! :D
http://sforawalecznychpsow.blogspot.com/
Od Vincenta C.D Valixy
-Przepraszam. Byłem człowiekiem
-Człowiekiem?
-Człowiekiem... demonem. No nieważne. Gdzie ja właściwie jestem?-
-Na terenie watahy...
-Watahy? To ja może lepiej pójdę....- rozłożyłem skrzydła
<Valixy?>
-Człowiekiem?
-Człowiekiem... demonem. No nieważne. Gdzie ja właściwie jestem?-
-Na terenie watahy...
-Watahy? To ja może lepiej pójdę....- rozłożyłem skrzydła
<Valixy?>
Od Valixy C.D Vincent
-Vincent, ty... wszystko dobrze? Coś mruknąłeś pod nosem i zamieniłeś się w jakiegos dziwnego nieznajomego mi stwora. Chyba mnie nie widziałeś, a ja ciągle tu byłam, przy tobie.
-Coś takiego, naprawdę, naprawde cię nie zauważyłem.
-Vins, to nie ja odeszłam, to Can.
>Vincent?<
-Coś takiego, naprawdę, naprawde cię nie zauważyłem.
-Vins, to nie ja odeszłam, to Can.
>Vincent?<
niedziela, 8 czerwca 2014
Od Vincenta C.D Karen
Zaśmiałem się pod nosem.
-Nie. Chyba nie... dorosłem- przewróciłem oczami
-A ile masz lat?
-700... choć w sumie starzeje się wolniej.... może z 6...- Spojrzała na mnie jakbym miał zrobić jej krzywdę. -Nie gap się tak. Boisz się?
-Nie!
-Właśnie. Rozumiem, że chcesz dołączyć do watahy?- pojawili się w jaskini alphy.
- Patrz, tam jest alpha. Pójdź i się spytaj. Na pewno dołączysz....- Patrzył na odchodzącą waderę. Zmienił się w człowieka i złapał za głowę. Słyszał szepty. Ehh... znowu to samo. *Jesteś nikim. Za słaby. Zbyt wrażliwy. Tchórz* Otrząsnął się i wstał z ziemi. Oparł się o ścianę i nasłuchiwał przebieg rozmowy.
<Karen?>
-Nie. Chyba nie... dorosłem- przewróciłem oczami
-A ile masz lat?
-700... choć w sumie starzeje się wolniej.... może z 6...- Spojrzała na mnie jakbym miał zrobić jej krzywdę. -Nie gap się tak. Boisz się?
-Nie!
-Właśnie. Rozumiem, że chcesz dołączyć do watahy?- pojawili się w jaskini alphy.
- Patrz, tam jest alpha. Pójdź i się spytaj. Na pewno dołączysz....- Patrzył na odchodzącą waderę. Zmienił się w człowieka i złapał za głowę. Słyszał szepty. Ehh... znowu to samo. *Jesteś nikim. Za słaby. Zbyt wrażliwy. Tchórz* Otrząsnął się i wstał z ziemi. Oparł się o ścianę i nasłuchiwał przebieg rozmowy.
<Karen?>
Od Vincenta C.D Valixy
*Phi. Jak sobie pójdzie to znów to zrobię* Usłyszałem głos w swojej głowie.
-Czemu mnie tu nie zostawiłaś?- zmieniłem się w człowieka i złapałem za głowę.
-Już lepiej bym pocierpiał jeden niż dwa razy- dodałem po chwili
- Ale nie ważne. Jestem Vincent. Demon.- uśmiechnąłem się i znów zamieniłem w wilka. Nie miałem już na sobie ani śladu krwi.
<Valixy?>
-Czemu mnie tu nie zostawiłaś?- zmieniłem się w człowieka i złapałem za głowę.
-Już lepiej bym pocierpiał jeden niż dwa razy- dodałem po chwili
- Ale nie ważne. Jestem Vincent. Demon.- uśmiechnąłem się i znów zamieniłem w wilka. Nie miałem już na sobie ani śladu krwi.
<Valixy?>
Od Karen
Padał lekki deszcz w sumie mała mżawka towarzyszyła jej poranna mgła pokrywająca cały las u podnóża góry. Ja leżałam na wysuniętej skarpie na środku ogromnej góry i obserwowałam cały przebieg poranka, wszystko to było ciche jak motyl lecz fascynujące. Słońce wschodzące po mojej prawej stronie bajecznie oświetliło mgłę a małe kropelki mżawki błyszczały się jak kryształy w przeróżnych barwach tworząc rozsypaną tęczę. ,,Gdybym mogła tak zatrzymać czas i pokazać ten widok i wszystkim którym nieustannie się śpieszy, na pewno by docenili tak krótkie chwilę" Nadal leżąc rozprostowałam skrzydła. Po czarnych piórach spływała rosa, wyglądało to jakby czarne, atramentowe łzy szukały odpoczynku w małych zakamarkach, jedne spływały szybko inne niemalże stały, ale żadne nie płynęły ku górze, to tak jak wilki, niektóre poddają się i spływają chowając się w zakamarkach inne nie robią nic i stoją w miejscu ale aby iść coraz wyżej i stawać się coraz lepszym wszyscy potrzebują pomocy nawet i te krople. Gwałtownie machnęłam skrzydłami i krople atramentowych łez wzbiły się w powietrze. Czasami wystarczy nie wiele pomocy aby osiągnąć sukces. Wstałam i z miejsca wzbiłam się w powietrze, opuściłam się nad korony drzew i leciałam prosto przed siebie. Na tych terenach nigdy mnie nie było, nigdy nie jestem w tych samych miejscach kilka razy, zawsze podróżuje, bez watahy, rodziny bez niczego, wciąż szukam odpowiedniego miejsca i odpowiednich wilków. Naglę w dole przez gęstą mgłę zdołam zauważyć jeziorko. Niepewnie wylądowałam i podeszłam do brzegu po drodze płosząc kilka żab, jedna po drugiej wskoczyła do jeziorka. Napiłam się wody. Była orzeźwiająco zimna. Nagle usłyszałam na drugim brzegu jeziora jak ktoś przedziera się przez krzaki i za chwilę przez trzcinę rosnącą przy samym jeziorku. Z głową pochyloną nad wodą patrzyłam się na przeciwległą stronę, nagle kilka sekund później zauważyłam wyłaniającą się z trzciny głowę sporego wilka i chwilę później już całą jego sylwetkę. Był to nie mały samiec ze skrzydłami w kolorze brudno biszkoptowym. On też mnie zauważył i zaatakował spojrzeniem, pewnie to jego tereny i ja jestem tu obca, w sumie złapię jeszcze tylko kilka łyków wody i sobie pójdę polowanie też już odpuszczę, polecę dalej, tylko niech nie zaczyna bójki, nie mam na to sił. Nie spuszczając wzroku z niego napiłam się jeszcze i cofnęłam kilka kroków do tyłu i jeszcze trochę, tak aby schować się w krzakach tuż za mną. Ale on nadal patrzył się na mnie, nie czułam złych zamiarów ale wolałam nie ryzykować ostatnią bójkę wygrałam tylko dzięki swoim mocą a nie lubię ich używać w walce. Gdy już byłam całkowicie schowana w krzakach wzbiłam się w powietrze automatycznie robiąc się niewidzialną, lecz ciekawość mnie zżerała. Nadal niewidzialna wylądowałam zza basiorem i obserwowałam go. Byłam cicho nie było możliwości aby mnie usłyszał. Nagle jednak żaba skakając przed siebie odbiła się od mojego niewidzialnego ciała i zauważył to wilk.
-Nowa ? -spytał patrząc się na ciekającą żabę Znowu stałam się widzialna, w sumie to nie było już sensu się ukrywać. -Ja tylko przelotnie, nie mam stałego miejsca to podróżuje, chwila i mnie już nie ma.- odpowiedziałam patrząc się jak żaba znika w plusku wody.
-A to może szukasz watahy ? - spytał patrząc się już na mnie. -W sumie to trochę tak jest. Jesteś alfą ? - spytałam
(Vincent?)
-Nowa ? -spytał patrząc się na ciekającą żabę Znowu stałam się widzialna, w sumie to nie było już sensu się ukrywać. -Ja tylko przelotnie, nie mam stałego miejsca to podróżuje, chwila i mnie już nie ma.- odpowiedziałam patrząc się jak żaba znika w plusku wody.
-A to może szukasz watahy ? - spytał patrząc się już na mnie. -W sumie to trochę tak jest. Jesteś alfą ? - spytałam
(Vincent?)
piątek, 6 czerwca 2014
Od Canineii C.D Valixy
Caninea - Nie wiem, to wszystko wydobyło się ze mnie, a ja i tak nie rozumiem, jak to jest możliwe.
Valixy - Najważniejsze, że wszystko już jest dobrze.
Caninea- Ja muszę już iść, ale wy możecie dalej rozmawiać.
Valixy-Do zobaczenia, Can!
(Vincent?)
Valixy - Najważniejsze, że wszystko już jest dobrze.
Caninea- Ja muszę już iść, ale wy możecie dalej rozmawiać.
Valixy-Do zobaczenia, Can!
(Vincent?)
Od Diany
Dzień zaczął się zwyczajnie. Gdy nagle przybiegła do mnie Valix.
-Blue Sky chce cię widzieć- powiedziała
-Dlaczego?-spytałam
-Nie wiem- odpowiedziała. Szłam tuż za nią w końcu zobaczyłam Sky siedząca przy urwisku.
-Chce rozmawiać z Dianą na osobności.
-Dobrze- odrzekła i poszła.
-Powiedz co widzisz.-
-No , cały nasz teren
-Chodziło mi o tam tą czarną plamę
-Co to jest?
-Chodź to zobaczysz. Przyszliśmy do tego czarnego punktu i zobaczyłam uschnięte rośliny.
-Gentium et vita pasożytnicza roślina która wysysa życie i zabija inne organizmy
-Tak. A jedynym ratunkiem jest …. -Spero vito inaczej magiczny kwiat
-I to jest twoja misja
-A gdzie go znajdę?
-nie wiem – odparła. I tak zaczęła się moja przygoda....
<c.d.n>
-Blue Sky chce cię widzieć- powiedziała
-Dlaczego?-spytałam
-Nie wiem- odpowiedziała. Szłam tuż za nią w końcu zobaczyłam Sky siedząca przy urwisku.
-Chce rozmawiać z Dianą na osobności.
-Dobrze- odrzekła i poszła.
-Powiedz co widzisz.-
-No , cały nasz teren
-Chodziło mi o tam tą czarną plamę
-Co to jest?
-Chodź to zobaczysz. Przyszliśmy do tego czarnego punktu i zobaczyłam uschnięte rośliny.
-Gentium et vita pasożytnicza roślina która wysysa życie i zabija inne organizmy
-Tak. A jedynym ratunkiem jest …. -Spero vito inaczej magiczny kwiat
-I to jest twoja misja
-A gdzie go znajdę?
-nie wiem – odparła. I tak zaczęła się moja przygoda....
<c.d.n>
czwartek, 5 czerwca 2014
Od Valixy C.D. Vincent
Val: Zaczekaj, sprowadzę tu Canineię, ona Ci pomoże.
>Gdy wróciła z Canineą<
Val: Caninea dostała moc jeziora, napewno uda jej się Cię wyleczyć. Caninea zaświeciła jasnym blaskiem, a jej oczy zajaśniały. Wzbiła się w powietrze i zrobiła kilka manewrów, potem znów staneła na ziemi, schyliła głowę nad Vincentem, a jej oczy znów były normalne. Po chwili Vincent mógł już stać i bardzo był ku temu zdziwiony.
Vin: Jak, jak to możliwe?
>Caninea?<
>Gdy wróciła z Canineą<
Val: Caninea dostała moc jeziora, napewno uda jej się Cię wyleczyć. Caninea zaświeciła jasnym blaskiem, a jej oczy zajaśniały. Wzbiła się w powietrze i zrobiła kilka manewrów, potem znów staneła na ziemi, schyliła głowę nad Vincentem, a jej oczy znów były normalne. Po chwili Vincent mógł już stać i bardzo był ku temu zdziwiony.
Vin: Jak, jak to możliwe?
>Caninea?<
Subskrybuj:
Posty (Atom)

