poniedziałek, 21 lipca 2014

Od Arii - Wyprawa na Wieczną Wyspę cz 3

Ruszyłam wgłąb lądu. Nic tylko wielka gęsta dżungla. Szłam przez te chaszcze przecinając pazurami liany. Coś wyczułam. Zajrzałam w krzaki a z nich wyskoczyło ...Coś wielkości myszy, miało mysi ogon a resztę słonia.
A: Co to za dziwadło? Ten tylko na mnie zatrąbił i uciekł w krzaki a ja za nim. I wtedy z krzaków wybiegło całe stado tych małych mutantów i mnie porwało.
A: Ej! Puszczać wy małe skurczybyki! Wrrr...Wypcham wami poduszkę! Zabiłam jednego, potem drugiego i tak dalej...W końcu je wybiłam. Wyplułam z pyska resztę ich szarego futra.
A: Pffu! Bleee! Będę przez dobre trzy tygodnie czyścić jęzor przez te małe skurw*syny! Poszłam dalej ciągle wypluwając z pyska resztki szarego futerka. Nie patrzyłam pod nogi i wpadłam do kanionu. Ostrym kamieniem przecięłam sobie całą łapę.
A: Ch*lera jasna... Wyciągnęłam z plecaka pajęczynę i korzeń łopianu. Na moje szczęście w kanionie było źródełko. Oczyściłam korzeń, wyżułam go do masy i posmarowałam nią ranę. Potem zawinęłam w pajęczynę a potem w trochę skóry która służyła za bandaż.
A: Ciekawe ile będę tu tak siedzieć... Szkoda że nie wzięłam żywokostu (korzeń wyżuty na masę leczy rany i złamania) ani suszonego liścia dębu...(zapobiega infekcji) Położyłam się na twardej ziemi i zasnęłam.

C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony