Spałam spokojnie... Gdy nagle obudziłam się, z głodu, przypomniałam sobie że wczoraj nie zjadłam kolacji upolowanej przez tatę. Wybiegłam z naszej domowej jaskini do pobliskiego lasu. Złapałam trop.. ale nie wiedziałam czego, chyba ... zająca.. Shante sama do siebie: Hmm.. chyba nie jestem za mała na polowania ? W sumie nie ćwiczyłam tego na żywych istotach, ani .. nawet na jakimś patyku, nie interesowało mnie gryzienie, lubiłam się czaić na ptaki, kiedyś byłam blisko upolowania go.. ale, no cóż odleciał. Uważam że jestem dobra w polowaniu, potrafię zachować ciszę, skradać się, skaczę wysoko i daleko, no cóż nie mam kamuflażu leśnego, bo jestem biała... nie wiem czemu, przecież moja rodzina to typowi leśni łowcy.. a, i jestem też bardzo skupio... W tym momencie Shante walnęła głową w drzewo, i upadła. Powiedziała więc do siebie z uśmiechem , hmmm no może czasami nie ... I zobaczyła zająca.. i zatrzymała się. Ha.. wiedziałam że to zając ! Shante zaczęła się skradać do zająca... była dosyć blisko więc szykowała się do ataku , i ... skoczyła ! Zając uciekł, miała w pyszczku jedynie trochę jego sierści.. wpadła do jakiejś nory..dosyć wąskiej : Aaaa ! ... i wpadła w końcu na stromą góre i oczywiście za momęt.. spadła , i to do wody, jak na nieszczęście. Bo Shante nie nawidzi się kąpać i wogóle.. mieć z wodą doczynienia. Szybko brnęła do wody, bo czuła że jak nie spróbuje to się utopi , bo nie potrafi pływać .. Dotarła na plażę, bez pożywienia i wody pitnej... Znalazła dziurę, dosyć głeboką , ale nie tunel tylko .. poprostu dziurę. Zerwała trawę , liście pyszczkiem i wyścieliła sobie w tej dziurze legowisko.. i troszkę jagód, i malin przyniosła w pyszczku, położyła zbiory w rogu i zasypała ziemią.Przypomniała sobie o rodzinie i watasze.. Coraz bardziej tęskiniła... w końcu , usnęła... Śniła jej się rodzina, i ... i cała wataha jak jej szukają .. niewiedziała do końca o co chodzi w tym jej całym śnie .. zjadła jagody i maliny , które nie były najlepsze w smaku.. Żyła tak przez następny rok , poradziła sobie żyć z faktem, że nie ma już rodziny.. ale nadal wierzyła że ją znajdą ! Obudziła się i...wyszła z jej grotki i potknęła się i upadła i wturlała się do wody.. zemdlała .. obudziła się .. na statku, ale nie.. z rodziną tylko.. z ludźmi.. I wtedy jakiś człowiek powiedział do drugiego : E, ty ! Niemamy co jeść.. I ten pierwszy powiedział: Może tak.. ten wilk ? A ten na to: No dobra, to zabij go. Podszedł do mnie z nożem i powiedział : Przykro mi , ale muszę. wtedy ugryzłam go z całej siły a on dźgnął mnie nożem w brzuch... i w łapę , a potem bardzo mocno obok serca.. myślałam że nie przeżyję.. Właśnie cumowali statek do brzegu ,wyskoczyłam i pobiegłam ranna.. w las... Upolowałam zająca i zjadłam go.. Usnęłam ..
Wtedy znalazła mnie jakaś Blue Sky... była trochę starsza ode mnie , miałam 2 lata a ona 5.. Zaproponowała dołączenie do watahy.. zgodziłam się.. Powiedziałam medyczce i Blue Sky że jestem ranna.. Aria podała Dianie bandaż, a ta opatrzyła mnie, popatrzyła na mnie z współczuciem i powiedziała...
<Diana ?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz